Was było trzech aniołów w koronach krwawych ogni, byliście zbrodniom podobni śnionym w nawach kościołów i byliście jak harfy pół-boże, pół-śmiertelne, jak gromy niepodzielne, a pełne niepokoju. Ja byłem jeden, czysty, nie naznaczony grzechem, was było trzech aniołów - trzy wiary wiekuiste. A był to świt. Wiał wiatr. Tabuny drzew się rwały spośród sodomy małych do nieznajomych spraw. A pełno było boju na ziemi i w obłokach. Was było trzech aniołów, a wiara za wysoka. A pełno było krwi na ziemi i w obłokach, w sercu ciemność i trwoga, w ustach milczenia krzyż. Wtedyście ręce wznieśli i tak palców nakazem na klęsce mnie przykuli, na trumnach - ciemnym głazem. I stoją tak wśród wiatrów, wśród śnieżyc, gdzie pochody wygnańców i narody, po których ślady zatrą burze, gdzie grzmoty dziejów, gdzie tylko śmierć nadzieją, i stoję tak, i czekam na dłoń, na głos człowieka. O, jest was trzech aniołów. Ja jestem jeden, czarny jak ciemny ptak cmentarny, wydarty snom na poły, na poły w krwi poczęty, w krzyż na poły zaklęty, zimny, niepokochany. I milczy świat, i toczy przez nieporadne oczy kolumny groźnej ciszy, bryły krwi i mozołu... Nikt nie wie, nikt nie słyszy, że było trzech aniołów
© 1999/2010 JoKeR. All Rights Reserved.