Nocą, gdy sanie szeptem przesuną po drodze, niebo wysoko rośnie na kolmnnach smreków nad wsiami płynącymi w dole ciszy rzeką... Wonna kaplica nocy gaśnie w ostrych świecach drzew ucichłych o zmroku jasną gęścią bieli, drogi płyną niebieską polewą księżyca w zgęstniałe morze nieba, Mróz otarł szorstkie futro w nasze ciche usta, zmrok pogasił strumienie jak błękitny płomień i noc rozpięta miękko na zastygłych drzewach zgaśnie cicho na matach wietrznyd1 oszołomień. A Wtedy oczy zajdą w szklane, śliskie niebo, które głębią odpłynie smutnie i bezchmumie, przepastne, modre stropy pękną wielką ciszą i wyżej pojedziemy... w diamentowe turnie. 6.I.39
© 1999/2012 JoKeR. All Rights Reserved.