J. Andrzejewskiemu Jak daleko jest od słowa do słowa! A dalej chyba do mocnego jak sosna wypełnia się w uśmieniach prostych, które wiążą jak wstążka rzeki powitania, boje nasze dalekie. Cóż jest więcej nad gest niewidoczny, przerzucony jak zielona struna nad miastem huczacym w łunach, nad stawania się obłok mroczny? Mostek wiotki, taki śpiewny, pomocny. I nie grzmiące to nasze witanie, nie olbrzymie, ale ręka, gdy dotkniesz, jest jak deska dębowa od łez mokra, która błyszczy się, tęga i dobra, na kołyskę i na trumnę sposobna. Ale i krzyż z z niej strugać można, no i kostur, co zieloną grzywę liści puści z wiosną. Bo się wierzy, że milczenie to śpiewanie, a jak śpiewać, to Bóg nas tak śpiewem łączy. Jeśli głosy będą jako dech gorący, co roztopi dni topory, grób roztuli, tośmy dobrze przyjacielu, Boga czuli. 21 I 43r.
© 1999/2010 JoKeR. All Rights Reserved.