Przerażone nocą oczy okien zaświeciły w ulicę plamami, zakwefione ulice głębokie ziały pustką - czarnymi ramami. Rozpostarty nad czeluścią ulic krzyk się łapie ściany rozpaczliwie, do szyb drżący, dżwięczący się tuli, rozpętany w bruku tWardej grzywie. A tłum wciąż rósł i krzyczał, wrzał, plątał się w gruz straconych chwil.... tłum w oczach rósł nalanych krwią... ...i cisza znów... ...a szyby drżą... nie!!! biegnął już... butami w bruk.. ulica drży... wybija takt... tysiącem nóg... tysiącem kroków krzyczy bruk... . . . . . . . . . . . . . . . . . . serce kamieniem w piersi zamarło, strach śliską łapą ściskał za gardło cienie szarymi gonią palcami... ...cienie goniące ...szmnią po ziemi... Zaplątały się ulice przędzą bez wyjścia... a kroki stukocą i pędzą... dopadli... . . . . . . . . . . . . . . . . . . Tłum się skłębił czarnym wężowiskiem, ręce! grożą pięściami zawarte, ręce! łapią od chciwości śliskie, ręce! szarpią ubranie rozdarte... . . . . . . . . . . . . . . . . . . Znów latarnie kiwają się w mroku, gdzieś zamiera cicho echo kroków, noc wylała w ciszy czarną rzeką, szmata ludzka... na bruku... skrwawiona... symbol dwudziestego wieku...
© 1999/2010 JoKeR. All Rights Reserved.