On w wielości stoi pośród rzeczy, Które rosną w potwornej przemianie, Pośród roślin przezroczystych mieczy, Pośród zwierząt, ludzi, a poznanie Będzie obce mu, by trudniej było Wielość formy połączyć w miłość. Więc się zmieniać będą i brunatnieć W złotych formach dojrzałe oczy, To obłoki będą dnem się toczyć, Dnem tych spojrzeń, by nie było łatwiej Snów od ludzi, kamieni od rąk Porozróżniać, a gradu od trąb. A ten, który przeciw niemu zawoła O swej sile i wstrząśnie owadem Wszechmałości - przejdzie w apostoła, Przemartwiały swej słabości jadem, I ze strachem potęgę głoszący W pięści zmienić chce gwiazdy i słońce. On w wielości stoi. Wśród kaskady Tryskającej mleczem i tonami, A nie spadnie, choć poryty gradem, I nie wiedząc, gdzie koniec - nie skłamie. Ani w bojach zjednoczy się w ogień, ani w ludziach nie przystanie - z trwogi. I nie wiedząc - choć otchłań zobaczy, I nie wierząc w wiarę. Które depcze, Czuciem światła łącząc przez powietrze Tak gwiazdami i łzami zapłacze. Ręce prosto kładąc w tęczę tonu Sklepi ziemię z niebem na kształt domu. Będzie człowiek w ludziach, zieleń w ziemi Nad wiekami trwający ciemnemi.
© 1999/2010 JoKeR. All Rights Reserved.