Gdy na niebo wieczorne spienione gwiazdami wypływa ciężki okręt, a siwi marynarze wysoko nad nami sieci spuszczają w dół, my jesteśmy tam w dole jak dzieci samotne, co zrywają jagódki z umarłego krzewu gorzkie i czarne, gorzkie i czarne owoce, kiedy nad nami stoją dni i noce, ciemności szumi drzewo. Błogosławimy dni mleczne i krowie i cień lipowy, i liści lot, i krew, co płynie po ściętej głowie, my zawsze pewni, zawsze gotowi na sąd: co dobro, zło. Błogosławimy straszne pociągi odjeżdżające w smutek bez granic - - z nich jęk jak dym. - To jadą ranni, uczuć skręcone kabłąki. Błogosławimy pola bitewne i mądrość ludów, i mądrość maszyn, krzywdy i wiary, i żale rzewne. Grozo! Ojczyzno nasza! Wtedy jesteśmy jak dzieci samotne, a oczy ciemne i drapieżne są, kiedy zapuszcza sieci ciężki okręt i chwyta nas za fale wyciągniętych rąk. Dźwigaliśmy brzemiona, broń czarną dźwigali i śpiąc w obozach dusz wspólnych i ciemnych, takeśmy z wolna pozapominali snów - niedaremnych, że uchwyceni przez sieci rybacze, porwani w górę i rzuceni obok, słyszymy: ziemia pokonana płacze, ale nie śpiewa zwycięski obłok. Próżne miłości były nasze ciała, bo nie dość było pokochać gromadzie tą rozdzieloną na tysiąc miłością, co nas prowadzi. O, bo i nie dość było kochać jedno, i tak czujemy ziemi oddaleni, jak nas rozdziera ogromna samotność - nieba powolne milczenie. 19/20 II 43r.
© 1999/2010 JoKeR. All Rights Reserved.