Dokąd to jeszcze? Ten cień stoi we mnie jak obrnz wieczny mego zatrncenia, rdzewieje tarcza i gorzknieje ziemia pod zamyśleniem moim obosiecznym. O, bo ja jestem mieczem krzywdy wszelkiej, przez moje ręce wyciągnięte we śnie wędrują grzechy jak milczące węże i wytryskają z palców jako pieśni. I czego dotknę, to się łzą pokryje jakoby rosą, tylko że tak słoną, że się nie pięścią - całą ziemią biję w pierś, której nigdy win nie odpuszczono. O, bo i jakże odpuścić, że człowiek zapomniał głosu mówiąc w bożej mowie. I gdzie postąpię, pęknie mi pod stopą ostatni kamień, a dalej już ciemność, i jestem jak ten pierwszy człowiek po potopie, który zawinił. Więc wtedy nade mną też blasku nie ma i w dłoni mi próżno, jakby z niej krzyż wyjęto i włożono topór, i jestem duszą smutku po ciałach podróżną, i jestem sam i ziemi tępy opór. O, żeby chwi1a jedna, dzban by dano ze zdrojem chłodnym, żeby klątwę zdjęto i żeby serce - sercem, a nie raną, i żeby droga choć w konaniu - świętą, i niebo mię nie skrywa jak ziemi powieka, i śniegu nawet nie ma, który mię pokryje, tylko tak głosy łzami po omacku ryję jak cień, jak cień strudzony, co zgubił człowieka. 6.XII.1942 r.
© 1999/2010 JoKeR. All Rights Reserved.