Nawałnice z wolna się rodzą - najpierw to brzęk fletni. Dzień rudy tak uderza odchodząc, spływając kolorem w kwiat. O, rozwiążcie mi ręce dawne - prężne konary skrzypów, bo zbyt jasno już widzę prawdę, jeszcze oślepi mnie blask. Oto się niebo odbarwia, zamienia się w tabun wichrów, jeszcze chwila pogardy, a spadnie czarny śnieg. A ja brzeg nie nazwany - nazwę, wtedy spadnie drapieżność gwiazd, gdy w ramionach żelaznych trzaśnie szklany sen i rozpryśnie się wiek. 15 styczeń 1942 r
© 1999/2010 JoKeR. All Rights Reserved.