We mnie są drzewa kiedy je wieczór zaprzęga w długie cienie - chomąta i czuję dzień rozlewający szeroko... Chłodnymi oczami czuję: - stawy są cieple na lakach. Brzask ciszy nabrzmiewa od soków. Kłosami niedojrzałego żyta bije serce - strąk włochaty od ciepła. Ciężar obłoków można przeczytać na pięciolinii drutów telegraficznych zakrzepły. Jaskółki spływają mi z powiek na niebo... Czas zaorany skibami zaspał na diunach zamarlych ciszą i piaskiem. Brodzi rzeka obrzmiała w błękicie jak w zaspach. Umieram każdym oddechem lasu ciężkiego od słońca. Rodzę się każdą chwilą: zielenią brzmiejącą naokół zaglądam w niebo głębokie do dziwnych snów południa . . . . . . . . . . . . . . . . . barwa wiruje jak sokół. 29 IV 39 r.
© 1999/2010 JoKeR. All Rights Reserved.