Pierś tej nocy odcięta i zamknięta w klatce. Zewsząd szturmują łóżka wzdymając się, drżąc. W krzyku wydartym trwodze - o Bogu i Matce - brodzisz na ukos kaszlu i śmierci - pod prąd. Tam uwikłani we śnie skaczącym jak rtęć i odwrócone ściany jak oczy z kamienia. Godzina po godzinie w trumnę się zamieniam, która ciała unosi skurczone jak pięść. A potem jeszcze dalej, aż nad okna brzeg - - nie uwierzyć: za oknem księżyc mży jak śnieg na zmniejszone w gorączce ciało. Nie uwierzyć: w snu zgniłą mżę smutne rano koci spokl)j mruży. Śnią się oczy z gorzkich, podłużnych migdałów.
© 1999/2010 JoKeR. All Rights Reserved.