Pod nieba dłoniastą palmą nie daj mi chodzić samotnie, Agni. Otwórz rzeki, a sosny krzykiem z ognia i wiosny podpal i nagnij. W jakie zimy prowadzisz, jakich kolęd słuchać śmiertelnych? Otom jest syn wygnany z ziemi niepoznanej, niewiernej. Obco mi niebo czarne i białe zawieszasz nad czas samotny; oceany z kamienia, w które się przemieniam jak w lodach okręt. Nad dniem ostatnim stawiasz mi długie, woskowe świec rzędy, które są stare drzewa, kiedy w portów brzegach rżą argonauckie okręty. Odbierz mi ziemię, miłość rozumną oderwij i porwij spośród umarłych rzeczy, gdzie dojrzewa wieczór o woni morwy. Daj mi konia, o Agni, żółtych, strasznych płomieni i białych, bo oto spadam - owoc w grób ziemi pod sobą dojrzały. 3 grudzień 1940r.
© 1999/2010 JoKeR. All Rights Reserved.