Przejść długim płaczem zapomnianych ścieżek przez puste, krwawe wydmy słów i szorstkich spotkań spłynąć wykwitem płatków zmiodnialych na wiosnę jak cisza biała, gęsta, miękką wonią słodka. Przejść... gromnicami drzew odprawić święta, krzyżami wonnych dni zasadzić puste drogi, O łukach nieba, brudnych przechodniach pamiętać, być przyjacielem smutnych i najcichszym bogiem. I siać niepokój sumień w oczy - brudne szyby na pośmiewisko i na kłamstwa wieków. Przez drogi cierpkie, dalekie i gorzkie po coś tu do nas przyszedł, boże czy człowieku? I w końcu kłamstwem rozcięli przymknięte powieki, pękł kobalt nieba szorstkim poszumem błyskawic, niebo spłynęło szybkim w horyzont odbiegłem kroplami sinymi mleka ciszę zadławić. Zastygła wolno krew na zwiędłych kartach księgi, przechodzą bose nogi w pyle, jak co dzień i kiedy konasz co dnia na krzyżach przydrożnych, minę cię nieobaczny, zmęczony przechodzień. 1939
© 1999/2010 JoKeR. All Rights Reserved.