Niezdarne ręce, martwe trudy! I cóż ja pocznę pod tym niebem, gdzie tłumy głuche, gdzie pożogi i wyją z lęku głodne ludy? Nie nakarmiony snem ni chlebem, jak trup nie pojednany z Bogiem, cóż ja wam pocznę pod tym niebem? O, nie nazywaj mnie człowiekiem, bo mi wstyd krwawy - wzrok wyłupi, bo mi na czole zbrodni znamię, z ziemi nie owoc - zaduch trupi i tylko topór, a nie ramię, O, nie nazywaj, lepiej powieś na ustach pieczęć - boże słowo i jakąś pieśń, a nie grobową, i jakiś hełm, a nie na głowie. Zanim jak anioł wyjdę z piekieł, o, nie nazywaj mnie człowiekiem. I odbierz ręce te niezdarne, co i z marmuru krew wyplusną, i zanim ziemię zedrzesz z powiek i nim odbijesz mnie jak lustro, by twarz nie była trumną czarną, daj, żebym umarł choć jak człowiek, lipiec 1942 r.
© 1999/2010 JoKeR. All Rights Reserved.