Nie wierzę w twoje oczy, jak się nie wierzy w niebo. Wilgotne chmury. Jak co dzień wracam z własnego pogrzebu. Małe psy biegną naprzeciw jak nieme zwierzenia wieczoru. Przepływam na ukos ulic, na ukos godzinom i porom. Jakie to ptaki dolecą? Przestrzeń Pęknięta na pół. Jaki to murarz rozklei wzniesiony przez ciebie mur? Kto przeciw śmierci stanie i wzrokiem zatrzyma prąd ten? Rzucam na ciebie gwiazdę jak naraz modlitwę i klątwę. Listy pieczęcie na trosce. Nie wierz tym słowom, nie wierz. Oto umarły dziś rano, nie spotkam cię w czarnym niebie. grudzień 40 r
© 1999/2010 JoKeR. All Rights Reserved.