Mały pastuszek tnie gałązki lip, a gałązki są śpiewne jak flety, są ptakami, przywierają do szyb jak do oczu płaczącej kobiety. Siano prześnione jest widmem i drży w zielonej rosie wiolin. To sny, ukochana z idylli, to sny. W snach flet jak serce boli. Mały pastuszek prowadzi stado błękitnych smoków przez ugór z kryształu, a smoki smutnie nad lasem się kładą i w kołysanki układają ciało. Potem do źródeł, gdzie gwiazdy jak jaskry świt porastają cieniutko jak len. Tam dogasają w wodopój jasny oczy pastuszka i smoków sen. Wtedy na flecie długim jak wiatr pastuszek białą łanię wabi w sen delikatny i wątły jak kwiat, w sen wracający łzami. Jak z drzwi otwartych - z świergotu cykad przychodzi cień jak cień pochodni, spełniony łanią czeka i wdycha trującą, lipową melodię. A nici wiolin wokoło zaciska flet przemieniony w trzepot motyli, niebo jak bańka napięta pryska, pryska przejrzysta łania idylli. Wtedy pastuszek gna smutne smoki na krawędź nieba i długo wabi swą śmierć samotną z czarnych obłoków w sen wracający łzami. dn. 29.I. 41 r
© 1999/2010 JoKeR. All Rights Reserved.