Wśród drzew, co są jak płaskie, zielone motyle, święty Jerzy cwałuje po czerwonej ścieżce na koniu, co się wznosi, a za nimi w tyle czeka mała dziewczynka, włosy ma niebieskie. Smok się wydął i oczy błękitne wyłupił, zanim go dopadł rycerz - trzykroć blaskiem rzucił i zginął. Głupi smoku: o rycerzu głupi, to wszystko takie krótkie, a już się nie wróci ani sobie pełzanie po zaklętych sadach, ani sobie modlitwa w czarnych winogradach. Truchło leży, paruje z niego zieleń śliska, jeszcze się gwiazdki jakieś z łusk przebitych sypią, i rycerz zadumany stoi, mieczem błyska, tak pół czuje niepokój, a pół gorzką litość. Cóż to, mała dziewczynko o niebieskich włosach, czemu płaczesz? smok leży, zabit twój gnębiciel. Nasłuchujesz oddechów jego w nocy głosach? Wspominasz to niezdarne, smutne, smocze życie i że śpiewałaś czasem jak potok szczęśliwie, wsparta na jego miękkiej, wypłowiałej grzywie? I wraca święty Jerzy tam, gdzie lasu smuga kończy się i zaczyna trakt suchego pyłu, a na postojach ciemnych marzy mu się długa smocza szyja przebita i oczy, co były wypukłe i żałosne, i głos, i łzy słyszy, i gorzko płacze zbrodni pod sklepieniem ciszy. grudzień 1942 r.
© 1999/2012 JoKeR. All Rights Reserved.