Pod obojętną czernią alej myśli wieczorem granatowe, zakute w gwiazd ćwiekowej stali płyną przez noc kopanym rowem. Ścieżki księżycem wylęknione biegają w starych drzew zacieniu i noce cierpną gorzko-słone, skute w parkowych krat więzieniu. A niebo piersi chce prostować ugięte pod ciężarem ciszy, wysoko w czerni płyną słowa w nie wymówiony głosem wiszar. Oczy przestrzenią zapłakane, wbite w głąb nieba nadaremnie, gwiazdy w tłum liści zaplątane drżą coraz ciemniej, ciemniej, ciemniej... 23.IX.18
© 1999/2010 JoKeR. All Rights Reserved.