Przebudziły się w nas zwierzęta i duchy mleczne się budzą. W dzień podobni jesteśmy złym ludziom, w noc zwierzętom płonącym w cierpieniu, to znów bestiom krzyczącym w rui, to znów cierniom w swych oczach człowieczych: rozdzielonym, niespokojnym i czułym ciała ciążą jak twarde rzeczy. A na niebie chmur bitwa łagodna, a na ziemi chrzęst kości i stali. Jakichśmy warg otchłanie całowali, że ssą nas w grób złe i głodne? Jak przemierzyć ten lęku obszar, od bojowisk odedrzeć nieboskłon? Ludzie źli, ziemia dzika - coraz młodsza dziecko niedobre, co zabija troską. Rozerwały się miłości jak korzenie. Nachmurzone stoją burze - drżąc. Tylko jeszcze tchem, co idzie z ziemi, wbiliśmy na oślep harpun rąk, porwani przez wyjący mroków pożar jak zwierzęta, co za kratą śnią, których pragnień żaden czas nie zmoże. 20.V.43 r.
© 1999/2010 JoKeR. All Rights Reserved.